Translate

niedziela, 30 sierpnia 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA

    Zamiótł ogonem i wzbił w powietrze chmurę pyłu, coś błysło na podłodze w miejscu w którym leżał demon. Przyjrzałam się uważniej i zobaczyłam że coś niewielkiego i błyszczącego leży na podłodze. Odsunęłam się od Leona i pochyliłam się żeby podnieść przedmiot ale Marcin był szybszy o de mnie. I kiedy się podnosił otrzepywał kurz z przedmiotu który trzymał w dłoni.
    - Piękny medalion namierzający szczere złoto i diamenty. Trzeba przyznać że działa bez zarzutu. Spójrz jak go trzymam traci blask i jest tylko błyskotką a jak zbliżam go do Ciebie błyszczy i rozjaśnia się. Przykro mi smocza księżniczko to nie pozostawia wątpliwości, Chodziło właśnie o Ciebie i tylko o Ciebie. Od samego początku.
    - Nie rozumiem po co komu jestem taka potrzebna i to najwyraźniej nie po tej stronie po której chciała bym się znaleźć. Zastanawiam się co z Morganą i Serafinem, o wszystkim trzeba porozmawiać spokojnie a ty – zwróciłam się wprost do Marcina – musisz w końcu opowiedzieć mi całą tę bajkę o księżniczce. A teraz do białej sali.
    - Zakomenderowałam i nie czekając na Marcina przywołałam gestem do mojego boku Leona i ruszyłam w stronę drzwi białej sali.

piątek, 28 sierpnia 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA

    Obłok szarego pyłu zasłaniał samego rzygacza, więc niewiele było widać. Smród rozchodził się od strony pyłowej chmury, rzygacz prychał i kichał rzucał się w pyle, więc ten nowymi tabunami wzbijał się w powietrze. Hałas kurz i smród. Biedny rzygacz zaczęłam się zastanawiać czy ten pył nie jest czasem toksyczny. Mam nadzieję że nic mu nie będzie. Szybko podniosłam ręce w górę i zaczęłam opuszczać je powoli wykonując gest jakbym chciała powietrze przycisnąć do ziemi. Pył zaczął opadać powoli w dół widać już było załzawiony pysk rzygacza i gęstniejący pył pod jego łapami. Demon skorzystał z okazji i się ulotnił, zatruwając powietrze diabelskim smrodem. Na podłodze leżała tylko gruba warstwa śmierdzącego kurzu, rzygacz podszedł do mnie powoli wycierając zasmarkany pysk łapą jak to robią wszystkie koty na świecie. Był wielki ale wyglądał na strasznie przestraszonego i skruszonego im był mnie bliżej tym bardziej się kulił w sobie, a nie było to wcale łatwe przy jego gabarytach. Cała jego postawa była dziwna, on się mnie bał. Stwierdziłam z przerażeniem że rzygacz był normalnie przestraszony, bał się kary za wypuszczenie z łap demona. Moje biedaczysko pomyślałam i zrobiło mi się go strasznie żal. Co musiał w swoim życiu przejść że tak bardzo się bał. Wyciągnęłam w jego stronę dłoń a on zaczął praktycznie czołgać się w moją stronę.
    - Spokojnie – powiedziałam najbardziej łagodnym tonem na jaki mnie było stać – Nie bój się, to nie twoja wina, nie jestem na ciebie zła. Nie masz powodu do obaw, pokaż mi ślepia i nie bój się przetrę ci mordkę z tego paskudztwa.
    Widać było że jest zdziwiony ale ufał mi na tyle że wyciągnął łeb i położył go na mojej wyciągniętej dłoni, Drugą zatoczyłam w powietrzu niewielki krąg i wyczarowałam mokrą chustkę którą delikatnie ocierać mordę mojego demona. Olśniło mnie nie będę nazywać go rzygaczem to przygnębiające, nazwę go Leon to piękne imię kojarzące się z siłą lwa i odwagą no i jest takie dostojne.
    - Dostaniesz o de mnie nowe imię będziesz nazywał się Leon.
    To piękne i dostojne imię, Lwy są królami zwierząt i są wielkie i mężne jak ty. Spojrzałam mu w ślepia i widziałam jak nabierają blasku. Nie spodziewałam się takiej tęczy uczuć jaka malowała się na jego pysku.

sobota, 15 sierpnia 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA

    Nie możliwe żebym była taka płochliwa, chyba że sama podświadomie szukam tylko pretekstu do wtulenia się w pierś mojego obrońcy. Każdy pretekst dobry, jednak nie czas i pora.
    Zaczęłam delikatnie odsuwać się od Marcina żeby móc rozejrzeć się w sytuacji szukałam zagrożenia ale to co zobaczyłam nawet mnie wprawiło w osłupienie. Rzygacz, mój rzygacz siedział rozparty na jakiejś dziwnie wyglądającej postaci, jego głowa była wygięta pod dziwnym kątem. Zrozumiałam że trzymał tamtego demona za gardło.
    Wystarczyło żeby tamten się ruszył a zatopił by kły w jego ciele bez chwili zastanowienia, jego ślepia śledziły każdy mój ruch, jak by czekały tylko na wydanie polecenia, nie miałam wątpliwości że moje skinienie głową było by początkiem jatki jaką mój rzygacz by urządził.
    - Rzygacz – powiedziałam stanowczo - nie wolno zostaw możesz sobie zrobić krzywdę.
    I Marcin i rzygacz popatrzyli na mnie z dziwnymi minami. Marcin był zaskoczony że nie kazałam rozszarpać demona który zaczął się wić pod rzygaczem. A drugi był kompletnie zaskoczony faktem że ktoś martwi się o niego. Nie puścił przeciwnika mocno wbił w jego ciało pazury żeby drania unieruchomić natomiast mile mnie zaskoczył bo puścił gardło paskudy.
    - Nie myślałem, że będę świadkiem czegoś takiego - Odezwał się Marcin – Pierwszy raz widzę oswojonego demona walczącego z innym demonem w obronie swej Pani.
    - Nie jestem jego Panią a poza tym trzeba ustalić co to za demon i po co tu przyszedł, musimy go przesłuchać i wydobyć od niego informacje, to może dużo wyjaśnić. No a poza tym muszę znaleźć godne imię dla rzygacza, nie mogę do niego mówić tak bezosobowo.
    - Martwisz się że go urazisz, nie wydaje mi się to możliwe, to demon tylko oswojony – Zaśmiał się Marcin a we mnie zawrzało. Pierwszy raz tak mnie zezłościł.
    - Nie masz prawa tak o nim mówić. Gdyby nie miał uczuć nigdy nie dał by się oswoić. Teraz ty zachowałeś się tak jakbyś nie miał uczuć.
    - powiedziałam spokojnie ale dobitnie, zależało mi na tym żeby usłyszał to rzygacz, był pierwszym nawróconym demonem, miałam nadzieję że nie ostatnim. Kiedy spojrzałam w twarz Marcina byłam pewna że przez ułamek sekundy w jego oczach zapaliły się niebezpieczne ogniki, które natychmiast zgasły. Błysk niezadowolenia zgasł tak szybko jak się pojawił.
    - Przepraszam nie pomyślałem w ten sposób. Masz racje to bardzo ciekawe. Zawsze je tylko zabijałem. Interesowało mnie tylko jak bardzo mogą być ciężkim przeciwnikiem w walce. Możliwe że jeżeli twój kotek nie udusi Moguna to uda nam się cokolwiek dowiedzieć.
    A to naprawdę bardzo mnie teraz interesuje.
    Zanim skończył mówić usłyszeliśmy huk i kichanie rzygacza. 

środa, 22 lipca 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA

    Bzdury wymyślam teorie spiskowe, demony były tu na długo zanim ja się tu pojawiłam. Nie dane mi było zbytnio się nad tym zadumać. Moja noga zapłonęła bul który właściwie mnie nie opuszczał stał się tak dotkliwy, że nie mogłam zapanować nad syknięciem, które wyrwało mi się z ust. Natychmiast zaczęłam szukać źródła zagrożenia. Nie tylko ja uścisk dłoni Marcina stał się silniejszy, a on sam stał patrząc na mnie badawczo.
    - Co ci się stało? jesteś ranna? Może coś cię boli?
    - Nic mi nie jest, źle stanęłam, jestem obolała i zmęczona, już rano. Całą noc jestem na nogach a mam wrażenie że to nie koniec atrakcji i zaraz coś się znowu wydarzy.
    - Przyznam ci rację, sam też mam wrażenie że niedługo znowu coś się wydarzy. Jednak jesteśmy już prawie na miejscu za tym zakrętem jest Biała Sala, lub bezpieczna jak kto woli. Zaraz dowiemy się czy Morganie udało się ściągnąć Jerzego i Michała. Może nawet udało się jej ściągnąć radę starszych.
    - Myślisz że to jakiś centralny atak?
    - Nie. Myślę że to atak sprawdzający jak bardzo jesteśmy czujni. Albo naprawdę akt desperacji. W kryształowych górach też nastąpiła seria ataków na granice. Albo jedno albo drugie miało odwrócić naszą uwagę pytanie tylko, od czego? lub inaczej co jest ich głównym celem?. Możliwości jest wiele ja jednak myślę że chodzi o ciebie, moja smocza księżniczko.
    - Czemu cały czas nazywasz mnie smoczą księżniczką nie jestem żadną księżniczką.
    - Nieprawda jesteś najprawdziwszą księżniczką. Wiedziałem to jak tylko cię zobaczyłem.
    Zamilkłam całkiem, nie wiedziałam co mam myśleć o tym co mówi. Czy to wyznanie uczuć? czy on naprawdę wierzy w to że jestem prawdziwą smoczą księżniczką?. Niedane było mi się nad tym zastanowić bo właśnie doszliśmy do drzwi białej sali. Uderzyła nas całkowita cisza. Chyba powinno było być inaczej. Cisza aż drżała w powietrzu, Nie możliwe żeby nic nie było słychać, nic tylko przerażająca cisza. Spojrzałam na Marcina a on na mnie noga mnie bolała z zdwojoną siłom. Nie mogłam nic dać po sobie poznać, ale byłam niespokojna. Ogłuszający trzask jaki w tej chwili nastąpił był tak niespodziewany że Marcin się wzdrygnął a ja najnormalniej w świecie z wrzaskiem podskoczyłam jak oparzona. Przytuliłam się do niego i schowałam twarz. Nie zachowałam się jak czarownica ani wojownik tylko jak zwykła dziewczyna, która się przestraszyła.

sobota, 18 lipca 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA

    Niemożliwe, mam za dużo lat żeby się tak szybko zakochiwać. Zauroczenie, tak, zauroczona jestem po same uszy, na szczęście jak widać ze wzajemnością. Podniosłam wzrok żeby spojrzeć na Marcina i zamarłam za jego plecami stała Anna. No może stała to nie właściwe stwierdzenie, oparta o ścianę balansowała na granicy upadku. Wyglądała strasznie, włosy w nieładzie, podarte ubranie, widać było że ledwie trzyma się na nogach. Byłam pewna że zaraz się przewróci.
    - Anna! - wrzasnęłam i rzuciłam się w jej kierunku – Moja biedna!, co ci jest?! pomóżcie mi!, wykrzykiwałam na wszystkie strony łapiąc w objęcia zemdloną Annę. Gabriel podbiegł tak szybko jak ja, odebrał ją z moich objęć, była przytomna ale nie miała siły się odezwać.
    Oparła tylko głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Widać było że jest wykończona. Najdelikatniej jak mógł szedł w stronę najbliższego pokoju. Razem z Marcinem ruszyliśmy za nim. Pokój który był koło biblioteki to jakiś stary gabinet na szczęście była tam staroświecka otomana, na której powolutku położył Annę. Stanęłam u wezgłowia i szybko pomyślałam że chciała bym żeby Anna była czysta i uczesana a w dłoni pojawiła mi się szklanka z wodą, którą podałam Gabrielowi. Anna podniosła powieki była zaskoczona przemianą rozejrzała się po pokoju jakby kogoś szukając i nie mogąc znaleźć. Niepewnym wzrokiem powiodła po wszystkich, kończąc na mnie. Puściłam do niej oko i uśmiechnęłam się porozumiewawczo. Widać było że zrozumiała chciała się uśmiechnąć ale wyszło to dosyć marnie. Gabriel podał jej wodę żeby się napiła i pozwolił opaść na poduszkę. Powoli docierała do mnie smutna prawda. Może nie byliśmy nieśmiertelni ale można nas było osłabić i okaleczyć. Byliśmy bardziej ludzcy niż przypuszczałam na początku. Moje rozmyślania przerwał Marcin. Ujął mnie za rękę i mocno uścisnął
    - Nic jej nie jest? - zapytałam.
    - Wszystko dobrze jest tylko słaba,- Gabriel mówił spokojnie, jednak jego głos lekko drżał. - Moglibyście sprawdzić co z Morganą a ja tu jej popilnuję.
    - Oczywiście już idziemy – spojrzałam na Marcina i cicho wyszliśmy z pokoju.
    - Nie spodziewałam się że będzie tak ciekawie, zawsze taki młyn macie z tymi wszystkimi potworkami. - odezwałam się, żeby zacząć rozmowę na neutralne tematy, trochę miałam tremę spodziewając się że teraz na chwilę zostaniemy znowu sami.
  • Nie zupełnie, właściwie nigdy dotąd nie mieliśmy ataku w dolinie, to naprawdę zastanawiające. Niebezpieczeństwo pojawienia się demonów w Centurii w ogóle nie było brane pod uwagę. Musimy zdać raport radzie o tym co się stało. A teraz musimy iść po Serafina i Morganę.
    Zupełnie bezwiednie ujął moją dłoń i pociągnął za siebie w głąb korytarza, byłam przybita, nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Ataki demonów na mnie i Annę, ciągła niepewność co wydarzy się za chwilę. I na dokładkę Marcin, można oszaleć od nadmiaru wrażeń. Szliśmy w milczeniu obok siebie trzymając się za ręce. Popatrzyłam na niego z dołu, widać było że się nad czymś zastanawia, nie chciałam mu przeszkadzać niepotrzebną paplaniną więc milczałam. Może zastanawiał się nad tym samym co ja. Czy faktycznie to nie jest moja wina że te stwory wylazły z dziury właśnie teraz. Być może ich nadzwyczajna aktywność jest jakoś ze mną powiązana

poniedziałek, 29 czerwca 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA

No i wróciłam do rzeczywistości. Marcin ruszył przodem, zatrzymał się przy jednym ze stołów. Zdjął sukno, którym był przykryty. Pod zasłoną leżało pięknie szlifowane lustro zamiast ramy miało wytłoczenia i szlif tak misterny, że odbijające się światło jak przy diamentach odbiło się rozetkami tęczy na ścianach, meblach i na nas. Widok zapierał dech w piersi. Tafla lustra była czysta i niczym nie zmącona niczym kryształ.
- Lustro manilli - powiedział pochylając się nad taflą Marcin - proszę cię zwierciadło o pomoc - szeptał pochylony - pokaż w którym miejscu znajduje się Anna? Twoja pomoc jest nam bardzo potrzebna.
Widziałam w tafli lustra jedynie jego odbicie, czemu on się tak bacznie przygląda, ja nic nie widzę oprócz odbicia jego twarzy. Obeszłam stół z drugiej strony i sama pochyliłam się nad lustrem. Miałam dziwne wrażenie, że już kiedyś pochylałam się nad takim lustrem. Niemożliwe, przecież to niemożliwe, co za nieprzyjemne wrażenie. Odpędziłam od siebie nieprzyjemne odczucie i spojrzałam w taflę.
- Lustereczko lustereczko powiedz przecie kto jest najpiękniejszy w świecie - wyrecytowałam bez zastanowienia rolę czarownicy z bajki o Królewnie śnieżce. Nie spodziewałam się żadnej odpowiedzi przecież to bajka. A jednak lustro zmąciło się nagle,Marcin spojrzał na mnie zaskoczony ja na niego. A lustro z zamglonego stawało się coraz bardziej przejrzyste. Pokazywało ni mniej ni więcej tylko ogromną księgę otworzoną na jednej z stron. a na tej stronie bardzo starannym staroświeckim pismem było wykaligrafowane.

,, NIECH CIĘ URODA TWARZY TAK BARDZO NIE WZRUSZA. W KARZDYM CZŁOWIEKU PIĘKNA POWINNA BYĆ DUSZA,,

- No to mi się dostało za głupotę, Przepraszam lustro nie chciałam okazać się tak pusta i płytka dziękuję ci bardzo za lekcję pokory.
- Wiedziałem że potrafi przytrzeć nosa każdemu, a jednak pozwolę sobie nie zgodzić się z nim do końca, dla mnie jesteś najpiękniejsza. I bynajmniej nie rzucam słów na wiatr.
Nie zdążyłam zareagować na to co powiedział, kiedy z za drzwi biblioteki dobiegł nas hałas. Ktoś walczył na zewnątrz. Nie zastanawiałam się nad niczym, biegiem rzuciłam się w stronę wyjścia, plecy Marcina wyrosły mi przed nosem. Byłam zła że nie udało mi się szybciej wyskoczyć na korytarz, teraz wszystko miałam zasłonięte. Zrobił to specjalnie czy co?
Udało nam się wyskoczyć na korytarz i szybko wysunęłam się z za Marcina. Przed nami Gabriel walczył z jakimś dziwnym stworem przypominającym dużego kota. problem tylko taki że ko miał ludzką głowę. z grubsza ludzką, bardziej przypominała uczłowieczony koci pysk pełen kłów i śliny, był przerażający.
- To rzygacze - krzyknął do nas Gabriel - uważajcie gdzieś musi być drugi. zawsze chodzą parami.
- Gdzie Serafin i Morgana? - Zawołał Marcin przyłączając się do Gabriela.
A dla mnie znów czas się zwolnił. Przyzwyczaiłam się do ciągłego bólu w nodze teraz cały czas było coś co zagrażało mojemu bezpieczeństwu. Tym razem jednak nie dało się go zignorować. szybko odwróciłam się w drugą stronę, Zamarłam, gęba rzygacza była tylko kilka centymetrów od mojej twarzy. Opar śmierdzącego oddechu owiał moja twarz, właściwie powinnam paść trupem od samego smrodu. A ja jak zwykle zdurniałam do reszty, pomyliłam chyba instynkt zabójcy z instynktem samobójcy. wyciągnęłam rękę przed siebie i podrapałam potworka pod brodą. Zgłupiał bardziej niż ja. Zesztywniał a potem zachował się jak wszystkie koty na ziemi przybliżył łeb do mojej dłoni nastawił się do drapania i zaczął mruczeć. Wszystko zamarło stała się cisza absolutna w której słychać było tylko i wyłącznie mruczenie paskudnie brzydkiego kota. Nie zauważyłam kiedy Gabriel i Marcin skończyli swoją walkę pochłonięta oswajaniem rzygacza. Zastanawiałam się jak wykorzystać swoją władzę nad nim tak żeby nie stracić ręki, nie miałam pojęcia czy odrośnie gdyby tak niefortunnie mi ją zeżarł. Pomyślałam i wymyśliłam. Obaj panowie patrzyli na nas jak zahipnotyzowani, zauważyłam kontem oka że Marcin chciał ruszyć w naszą stronę, jednak Gabriel go powstrzymał.
- A teraz mój kotku - szeptałam do ucha potworka - zostaniesz moim kotkiem i zmienisz swój paskudny charakter. Zaczaruję moje kocie żeby nie żyło już w psocie, serce twoje odczaruje niech moje serce miłuje - nie wiedziałam skąd ta rymowanka wzięła się w mej głowie, ważne że zadziałała w ślepiach brzydala zgasły złe ogniki, stały się spokojne i zaczęły odzyskiwać blask. - dobry kotek a teraz marsz do biblioteki i spać. - zakomenderowałam ostrym tonem. Kocie posłusznie oderwało łeb od mojej dłoni przeciągnęło się leniwie i pomaszerowało w prost do biblioteki rozciągnęło swoje cielsko przed kominkiem i poszło spać.
- Na rany boskie czyś ty zgłupiała?!. - Wrzasnął Marcin biegnąc w moją stronę - mógł ci odgryźć rękę!. - Złapał mnie w ramiona i mocno przytulił.
- Nie rób mi tego więcej - szeptał w moje włosy - nie mogę się więcej tak o ciebie bać.
Tym wybuchem uczuć najbardziej zadziwiony był Gabriel, za to Marcin nic sobie nie robił z jego obecności i najnormalniej w świecie tulił i obcałowywał bez żadnych oporów. Jedynie biedny Gabriel musiał poczuć się dosyć niekomfortowo, ja chyba też ponieważ odsunęłam się od niego nieśpiesznie ale zdecydowanie.
- Chyba zapominasz że jestem nieśmiertelną czarownicą i wojowniczką, mogłam odnieść obrażenia ale nic więcej. Nie musisz się o mnie bać. Zobacz jak dobrze sobie radzę, nie jestem laleczką z porcelany.
- No stary, Aleksandra ma rację ma charakter i umie sobie radzić.- Odezwał się Gabriel. Marcin chyba nie był zachwycony obrotem sytuacji, jednak szybko się rozchmurzył.
- Siła złego na jednego, dajcie spokój- odezwał się pojednawczo - trochę smutno że nie mogę wykazać się rycerskością i honorem w obronie damy mego serca. Trafiłem na lepszą ode mnie. Chylę czoło i postaram się pamiętać o twoich talentach.- Przy czym skłonił się dwornie. A w moim brzuchu zaczęły fruwać motyle. Naprawdę jestem damą jego serca? Czy naprawdę trafiła mi się miłość od pierwszego wejrzenia?



sobota, 27 czerwca 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA

- Zakryj twarz rękom i biegnij. On zaraz wybuchnie gazem paraliżującym. - Nie ma sprawy - zawołałam do niego - a na gaz mam radę.
I w tej chwili na naszych twarzach pojawiły się maseczki filtrujące.
Marcin odwrócił się gwałtownie w moją stronę, aż na niego wpadłam.
- Co to? - zawołał
- Maski filtrujące powietrze możesz biec i walczyć i nie musisz bać się o opary czy gazy. Starałam mu się szybko wytłumaczyć działanie maski.
- Genialne - zawołał - jesteś wyjątkowa Księżniczko.
I ruszyliśmy biegiem przed siebie, nie zważając już na nic. kilkadziesiąt metrów dalej widać było więcej światła, korytarz był wyższy i jaśniejszy mniej zakurzony. Zwolniliśmy trochę bieg.
- Tu jest kilka magazynów więc często korzystamy z windy - Zerwał z twarzy maseczkę - ta część jest używana do celów gospodarczych a tam jest piwniczka z winami - Starał mi się wytłumaczyć gdzie jesteśmy i ja tez zdjęłam maskę. Wezwał windę. Jedną z takich jakie można jeszcze spotkać w bardzo wiekowych kamienicach. Miałam nierówny oddech po szybkim biegu .
- Co teraz? - zapytałam.
- Teraz pojedziemy do biblioteki. Tam w lustrze manilli zobaczymy gdzie jest Anna. Wiesz, że ten demon, którego spotkaliśmy to nie był pęłzak.
Jest znacznie gorzej niż się spodziewałem. Drengule są bardziej niebezpieczne i nie potrzebują złonietki, same potrafią sparaliżować ofiarę
Ciekawi mnie komu tak zależy na porwaniu ciebie.
- Naprawdę myślisz że to z mojego powodu? Po co ? Nie lepiej było by poczekać i zobaczyć co ze mnie wyjdzie, przecież może wcale nie okażę się taka wyjątkowa.
- Ale ty jesteś wyjątkowa i to cały czas Aleksandro - mówiąc to popatrzył na mnie, a w jego spojrzeniu nie było widać żeby żartował. On naprawdę uważał że jestem kimś wyjątkowym. No to wpadłam po uszy, znam go od godziny i już mam ochotę, żeby bez przerwy mówił mi jaka jestem wyjątkowa. Speszyłam się i opuściłam głowę. W tym momencie zjawiła się winda. Jechaliśmy w milczeniu, żadne z nas nie miało ochoty się odzywać. Kiedy wjechaliśmy na górę winda zatrzymała się gwałtownie wyrywając nie z moich myśli. Marcin szarpną kratę, a mi ukazał się widok, który zawsze zapierał mi dech w piersi. Biblioteka miejsce magiczne z powodu samego istnienia. Miejsce gdzie otwierały się wrota wyobraźni. Wysokie regały w wysokim pomieszczeniu, niewielka galeryjka pełna następnych regałów z księgami, książkami, rycinami. na środku pokoju stało kilka stołów i krzeseł a między strzelistymi oknami stał kominek. W tym miejscu mogła bym spędzić całą resztę wieczności.
- Widzę że biblioteka zrobiła na tobie wrażenie
- O tak kocham książki, nikt nigdy nie stworzył nic bardziej genialnego, książka ma duszę, duszę człowieka który ją stworzył, To jedyny martwy przedmiot, który żyje wiecznie za każdym razem kiedy toś bierze ją w ręce i czyta.

- Ładnie powiedziane, niestety tym razem nie będziemy mieli tyle czasu żeby się tu zaszyć - stwierdził z ponurą miną- musimy sprawdzić co się dzieje w koszarach.