No
i wróciłam do rzeczywistości. Marcin ruszył przodem, zatrzymał
się przy jednym ze stołów. Zdjął sukno, którym był przykryty.
Pod zasłoną leżało pięknie szlifowane lustro zamiast ramy miało
wytłoczenia i szlif tak misterny, że odbijające się światło jak
przy diamentach odbiło się rozetkami tęczy na ścianach, meblach i
na nas. Widok zapierał dech w piersi. Tafla lustra była czysta i
niczym nie zmącona niczym kryształ.
-
Lustro manilli - powiedział pochylając się nad taflą Marcin -
proszę cię zwierciadło o pomoc - szeptał pochylony - pokaż w
którym miejscu znajduje się Anna? Twoja pomoc jest nam bardzo
potrzebna.
Widziałam
w tafli lustra jedynie jego odbicie, czemu on się tak bacznie
przygląda, ja nic nie widzę oprócz odbicia jego twarzy. Obeszłam
stół z drugiej strony i sama pochyliłam się nad lustrem. Miałam
dziwne wrażenie, że już kiedyś pochylałam się nad takim
lustrem. Niemożliwe, przecież to niemożliwe, co za nieprzyjemne
wrażenie. Odpędziłam od siebie nieprzyjemne odczucie i spojrzałam
w taflę.
-
Lustereczko lustereczko powiedz przecie kto jest najpiękniejszy w
świecie - wyrecytowałam bez zastanowienia rolę czarownicy z bajki
o Królewnie śnieżce. Nie spodziewałam się żadnej odpowiedzi
przecież to bajka. A jednak lustro zmąciło się nagle,Marcin
spojrzał na mnie zaskoczony ja na niego. A lustro z zamglonego
stawało się coraz bardziej przejrzyste. Pokazywało ni mniej ni
więcej tylko ogromną księgę otworzoną na jednej z stron. a na
tej stronie bardzo starannym staroświeckim pismem było
wykaligrafowane.
,,
NIECH CIĘ URODA TWARZY TAK BARDZO NIE WZRUSZA. W KARZDYM CZŁOWIEKU
PIĘKNA POWINNA BYĆ DUSZA,,
-
No to mi się dostało za głupotę, Przepraszam lustro nie chciałam
okazać się tak pusta i płytka dziękuję ci bardzo za lekcję
pokory.
-
Wiedziałem że potrafi przytrzeć nosa każdemu, a jednak pozwolę
sobie nie zgodzić się z nim do końca, dla mnie jesteś
najpiękniejsza. I bynajmniej nie rzucam słów na wiatr.
Nie
zdążyłam zareagować na to co powiedział, kiedy z za drzwi
biblioteki dobiegł nas hałas. Ktoś walczył na zewnątrz. Nie
zastanawiałam się nad niczym, biegiem rzuciłam się w stronę
wyjścia, plecy Marcina wyrosły mi przed nosem. Byłam zła że nie
udało mi się szybciej wyskoczyć na korytarz, teraz wszystko miałam
zasłonięte. Zrobił to specjalnie czy co?
Udało
nam się wyskoczyć na korytarz i szybko wysunęłam się z za
Marcina. Przed nami Gabriel walczył z jakimś dziwnym stworem
przypominającym dużego kota. problem tylko taki że ko miał
ludzką głowę. z grubsza ludzką, bardziej przypominała
uczłowieczony koci pysk pełen kłów i śliny, był przerażający.
-
To rzygacze - krzyknął do nas Gabriel - uważajcie gdzieś musi być
drugi. zawsze chodzą parami.
-
Gdzie Serafin i Morgana? - Zawołał Marcin przyłączając się do
Gabriela.
A
dla mnie znów czas się zwolnił. Przyzwyczaiłam się do ciągłego
bólu w nodze teraz cały czas było coś co zagrażało mojemu
bezpieczeństwu. Tym razem jednak nie dało się go zignorować.
szybko odwróciłam się w drugą stronę, Zamarłam, gęba rzygacza
była tylko kilka centymetrów od mojej twarzy. Opar śmierdzącego
oddechu owiał moja twarz, właściwie powinnam paść trupem od
samego smrodu. A ja jak zwykle zdurniałam do reszty, pomyliłam
chyba instynkt zabójcy z instynktem samobójcy. wyciągnęłam rękę
przed siebie i podrapałam potworka pod brodą. Zgłupiał bardziej
niż ja. Zesztywniał a potem zachował się jak wszystkie koty na
ziemi przybliżył łeb do mojej dłoni nastawił się do drapania i
zaczął mruczeć. Wszystko zamarło stała się cisza absolutna w
której słychać było tylko i wyłącznie mruczenie paskudnie
brzydkiego kota. Nie zauważyłam kiedy Gabriel i Marcin skończyli
swoją walkę pochłonięta oswajaniem rzygacza. Zastanawiałam się
jak wykorzystać swoją władzę nad nim tak żeby nie stracić ręki,
nie miałam pojęcia czy odrośnie gdyby tak niefortunnie mi ją
zeżarł. Pomyślałam i wymyśliłam. Obaj panowie patrzyli na nas
jak zahipnotyzowani, zauważyłam kontem oka że Marcin chciał
ruszyć w naszą stronę, jednak Gabriel go powstrzymał.
-
A teraz mój kotku - szeptałam do ucha potworka - zostaniesz moim
kotkiem i zmienisz swój paskudny charakter. Zaczaruję moje kocie
żeby nie żyło już w psocie, serce twoje odczaruje niech moje
serce miłuje - nie wiedziałam skąd ta rymowanka wzięła się w
mej głowie, ważne że zadziałała w ślepiach brzydala zgasły złe
ogniki, stały się spokojne i zaczęły odzyskiwać blask. - dobry
kotek a teraz marsz do biblioteki i spać. - zakomenderowałam ostrym
tonem. Kocie posłusznie oderwało łeb od mojej dłoni przeciągnęło
się leniwie i pomaszerowało w prost do biblioteki rozciągnęło
swoje cielsko przed kominkiem i poszło spać.
-
Na rany boskie czyś ty zgłupiała?!. - Wrzasnął Marcin biegnąc w
moją stronę - mógł ci odgryźć rękę!. - Złapał mnie w
ramiona i mocno przytulił.
-
Nie rób mi tego więcej - szeptał w moje włosy - nie mogę się
więcej tak o ciebie bać.
Tym
wybuchem uczuć najbardziej zadziwiony był Gabriel, za to Marcin nic
sobie nie robił z jego obecności i najnormalniej w świecie tulił
i obcałowywał bez żadnych oporów. Jedynie biedny Gabriel musiał
poczuć się dosyć niekomfortowo, ja chyba też ponieważ odsunęłam
się od niego nieśpiesznie ale zdecydowanie.
-
Chyba zapominasz że jestem nieśmiertelną czarownicą i
wojowniczką, mogłam odnieść obrażenia ale nic więcej. Nie
musisz się o mnie bać. Zobacz jak dobrze sobie radzę, nie jestem
laleczką z porcelany.
-
No stary, Aleksandra ma rację ma charakter i umie sobie radzić.-
Odezwał się Gabriel. Marcin chyba nie był zachwycony obrotem
sytuacji, jednak szybko się rozchmurzył.
-
Siła złego na jednego, dajcie spokój- odezwał się pojednawczo -
trochę smutno że nie mogę wykazać się rycerskością i honorem w
obronie damy mego serca. Trafiłem na lepszą ode mnie. Chylę czoło
i postaram się pamiętać o twoich talentach.- Przy czym skłonił
się dwornie. A w moim brzuchu zaczęły fruwać motyle. Naprawdę
jestem damą jego serca? Czy naprawdę trafiła mi się miłość od
pierwszego wejrzenia?
Super bardzo mi się podoba ciekawe co będzie dalej
OdpowiedzUsuń