Niemożliwe,
mam za dużo lat żeby się tak szybko zakochiwać. Zauroczenie,
tak, zauroczona jestem po same uszy, na szczęście jak widać ze
wzajemnością. Podniosłam wzrok żeby spojrzeć na Marcina i
zamarłam za jego plecami stała Anna. No może stała to nie
właściwe stwierdzenie, oparta o ścianę balansowała na granicy
upadku. Wyglądała strasznie, włosy w nieładzie, podarte ubranie,
widać było że ledwie trzyma się na nogach. Byłam pewna że
zaraz się przewróci.
-
Anna! - wrzasnęłam i rzuciłam się w jej kierunku – Moja
biedna!, co ci jest?! pomóżcie mi!, wykrzykiwałam na wszystkie
strony łapiąc w objęcia zemdloną Annę. Gabriel podbiegł tak
szybko jak ja, odebrał ją z moich objęć, była przytomna ale nie
miała siły się odezwać.
Oparła
tylko głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Widać było że
jest wykończona. Najdelikatniej jak mógł szedł w stronę
najbliższego pokoju. Razem z Marcinem ruszyliśmy za nim. Pokój
który był koło biblioteki to jakiś stary gabinet na szczęście
była tam staroświecka otomana, na której powolutku położył
Annę. Stanęłam u wezgłowia i szybko pomyślałam że chciała
bym żeby Anna była czysta i uczesana a w dłoni pojawiła mi się
szklanka z wodą, którą podałam Gabrielowi. Anna podniosła
powieki była zaskoczona przemianą rozejrzała się po pokoju jakby
kogoś szukając i nie mogąc znaleźć. Niepewnym wzrokiem powiodła
po wszystkich, kończąc na mnie. Puściłam do niej oko i
uśmiechnęłam się porozumiewawczo. Widać było że zrozumiała
chciała się uśmiechnąć ale wyszło to dosyć marnie. Gabriel
podał jej wodę żeby się napiła i pozwolił opaść na poduszkę.
Powoli docierała do mnie smutna prawda. Może nie byliśmy
nieśmiertelni ale można nas było osłabić i okaleczyć. Byliśmy
bardziej ludzcy niż przypuszczałam na początku. Moje rozmyślania
przerwał Marcin. Ujął mnie za rękę i mocno uścisnął
-
Nic jej nie jest? - zapytałam.
-
Wszystko dobrze jest tylko słaba,- Gabriel mówił spokojnie,
jednak jego głos lekko drżał. - Moglibyście sprawdzić co z
Morganą a ja tu jej popilnuję.
-
Oczywiście już idziemy – spojrzałam na Marcina i cicho
wyszliśmy z pokoju.
-
Nie spodziewałam się że będzie tak ciekawie, zawsze taki młyn
macie z tymi wszystkimi potworkami. - odezwałam się, żeby zacząć
rozmowę na neutralne tematy, trochę miałam tremę spodziewając
się że teraz na chwilę zostaniemy znowu sami.
- Nie zupełnie, właściwie nigdy dotąd nie mieliśmy ataku w dolinie, to naprawdę zastanawiające. Niebezpieczeństwo pojawienia się demonów w Centurii w ogóle nie było brane pod uwagę. Musimy zdać raport radzie o tym co się stało. A teraz musimy iść po Serafina i Morganę.Zupełnie bezwiednie ujął moją dłoń i pociągnął za siebie w głąb korytarza, byłam przybita, nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Ataki demonów na mnie i Annę, ciągła niepewność co wydarzy się za chwilę. I na dokładkę Marcin, można oszaleć od nadmiaru wrażeń. Szliśmy w milczeniu obok siebie trzymając się za ręce. Popatrzyłam na niego z dołu, widać było że się nad czymś zastanawia, nie chciałam mu przeszkadzać niepotrzebną paplaniną więc milczałam. Może zastanawiał się nad tym samym co ja. Czy faktycznie to nie jest moja wina że te stwory wylazły z dziury właśnie teraz. Być może ich nadzwyczajna aktywność jest jakoś ze mną powiązana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz