Translate

sobota, 18 lipca 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA

    Niemożliwe, mam za dużo lat żeby się tak szybko zakochiwać. Zauroczenie, tak, zauroczona jestem po same uszy, na szczęście jak widać ze wzajemnością. Podniosłam wzrok żeby spojrzeć na Marcina i zamarłam za jego plecami stała Anna. No może stała to nie właściwe stwierdzenie, oparta o ścianę balansowała na granicy upadku. Wyglądała strasznie, włosy w nieładzie, podarte ubranie, widać było że ledwie trzyma się na nogach. Byłam pewna że zaraz się przewróci.
    - Anna! - wrzasnęłam i rzuciłam się w jej kierunku – Moja biedna!, co ci jest?! pomóżcie mi!, wykrzykiwałam na wszystkie strony łapiąc w objęcia zemdloną Annę. Gabriel podbiegł tak szybko jak ja, odebrał ją z moich objęć, była przytomna ale nie miała siły się odezwać.
    Oparła tylko głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Widać było że jest wykończona. Najdelikatniej jak mógł szedł w stronę najbliższego pokoju. Razem z Marcinem ruszyliśmy za nim. Pokój który był koło biblioteki to jakiś stary gabinet na szczęście była tam staroświecka otomana, na której powolutku położył Annę. Stanęłam u wezgłowia i szybko pomyślałam że chciała bym żeby Anna była czysta i uczesana a w dłoni pojawiła mi się szklanka z wodą, którą podałam Gabrielowi. Anna podniosła powieki była zaskoczona przemianą rozejrzała się po pokoju jakby kogoś szukając i nie mogąc znaleźć. Niepewnym wzrokiem powiodła po wszystkich, kończąc na mnie. Puściłam do niej oko i uśmiechnęłam się porozumiewawczo. Widać było że zrozumiała chciała się uśmiechnąć ale wyszło to dosyć marnie. Gabriel podał jej wodę żeby się napiła i pozwolił opaść na poduszkę. Powoli docierała do mnie smutna prawda. Może nie byliśmy nieśmiertelni ale można nas było osłabić i okaleczyć. Byliśmy bardziej ludzcy niż przypuszczałam na początku. Moje rozmyślania przerwał Marcin. Ujął mnie za rękę i mocno uścisnął
    - Nic jej nie jest? - zapytałam.
    - Wszystko dobrze jest tylko słaba,- Gabriel mówił spokojnie, jednak jego głos lekko drżał. - Moglibyście sprawdzić co z Morganą a ja tu jej popilnuję.
    - Oczywiście już idziemy – spojrzałam na Marcina i cicho wyszliśmy z pokoju.
    - Nie spodziewałam się że będzie tak ciekawie, zawsze taki młyn macie z tymi wszystkimi potworkami. - odezwałam się, żeby zacząć rozmowę na neutralne tematy, trochę miałam tremę spodziewając się że teraz na chwilę zostaniemy znowu sami.
  • Nie zupełnie, właściwie nigdy dotąd nie mieliśmy ataku w dolinie, to naprawdę zastanawiające. Niebezpieczeństwo pojawienia się demonów w Centurii w ogóle nie było brane pod uwagę. Musimy zdać raport radzie o tym co się stało. A teraz musimy iść po Serafina i Morganę.
    Zupełnie bezwiednie ujął moją dłoń i pociągnął za siebie w głąb korytarza, byłam przybita, nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Ataki demonów na mnie i Annę, ciągła niepewność co wydarzy się za chwilę. I na dokładkę Marcin, można oszaleć od nadmiaru wrażeń. Szliśmy w milczeniu obok siebie trzymając się za ręce. Popatrzyłam na niego z dołu, widać było że się nad czymś zastanawia, nie chciałam mu przeszkadzać niepotrzebną paplaniną więc milczałam. Może zastanawiał się nad tym samym co ja. Czy faktycznie to nie jest moja wina że te stwory wylazły z dziury właśnie teraz. Być może ich nadzwyczajna aktywność jest jakoś ze mną powiązana

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz