SMOCZE
ŁZY ROZDZIAŁ II
SMOCZA
KSIĘŻNICZKA.
-
Siadajcie do stołu - Odezwał się Gabriel - Marcin zrobił kolację,
nie ma powodu żeby się zmarnowała.
-
Zrobił - zapytałam - Czemu nie wyczarował?.
-
To chyba logiczne. Jestem gwardzistą, byłym nocnym łowcą, a nie
czarodziejem. Miła Pani - Odpowiedział zielonooki.
-
Tak zapewne - znowu zaczynałam tracić kontrole nad sobą- dla
ciebie jest to logiczne i bezdyskusyjne. Tylko zapominasz, że ja
jestem w tym wymiarze zaledwie trzy dni, a nie całe wieki, jak inni,
którym jak widać najlepiej wychodzi mądrzenie się.
-
Punkt dala Aleksandry - Zaśmiał się ktoś za moimi plecami.
-
Serafin - Wykrzykną Gabriel - czemu wstałeś i gdzie jest Morgana?.
-
Wstałem nie martw się, a Morgana poszła do Anny jad złonietki
pozostawia na skórze przykre niespodzianki. Morgana nie chce żeby
Anna po obudzeniu była na nie narażona. I tak, pozwoliła mi wstać.
Patrzyłam
na młodego chłopca który stał oparty o framugę drzwi ,
Jego
imię było całkowitym odzwierciedleniem właściciela. Zamurowało
mnie. Wysoki smukły elf o białych włosach skręcających się w
kędziorki miękko opadające na twarz. Szlachetne rysy twarzy
dołeczki w wychudzonych policzkach. Oczy niebieskie, ale jak
niebieskie. A na dodatek rzęsy długie, gęste, kładące się na
policzkach. Musiał być najmłodszy z nich wszystkich, nie sprawiał
wrażenie młodego chłopca.
On
był młodym chłopcem. Uświadomiłam sobie z przerażeniem że
musiał mieć najwyżej szesnaście może siedemnaście lat w
momencie kiedy przestał być nocnym łowcą. I był niezaprzeczalnie
piękny jak na obrazach starych mistrzów. Ruszył bardzo powoli w
naszą stronę, podszedł do mnie leciutko chwiejnym krokiem. Od razu
było widać że pod koszulą ma opatrunki, był ranny i to poważnie.
Odruchowo chciałam do niego podejść i go podtrzymać, ale coś w
jego wzroku mnie powstrzymało. Stanął wyprostowany na przeciwko
mnie. Zupełnie nie świadomie wyciągnęłam rękę żeby mu pomóc,
jednak zanim cokolwiek zrobiła ujął moją dłoń w swoje ręce,
które mimo swojej szczupłości okazały się niebywale mocne i
podniósł sobie do ust aby złożyć pocałunek na mej dłoni.
-
Pozwól że się przedstawię. Serafin do twych usług Pani.
-Aleksandra
- wybąkałam zmieszana - bardzo dziękuję Serafinie .
Zawsze
kiedy ktoś był dla mnie szarmancki robiło mi się nieswojo tym
bardziej jak całował mnie po rękach chłopiec o wyglądzie anioła.
-
Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział pogodnie , choć
widać było że stanie w pozycji wyprostowanej sprawia mu kłopot.
-
Może usiądziemy i zjemy - Zaproponował Gabriel - Marcin wybaczy
nam wszystko ale nie zmarnowaną kolację.
Zasiedliśmy
do stołu. Marcin szykował wszystko do podania, widać było że
spełnia się w roli kucharza i sprawia mu to przyjemność. Sprawnie
poruszał się po kuchni i za chwilkę stały przed nami półmiski z
parującymi daniami. Byłam głodna więc bez zbytnich ceregieli
nałożyłam sobie porcję mięsa, sałatki i smażonych ziemniaków,
pokrojonych tak grubo że nie można było nazwać tego frytkami.
Zaczęłam jeść z prawdziwym apetytem
poczułam
różnice miedzy czarowanym a gotowanym posiłkiem. W prawdziwym
jedzeniu jest zawsze nuta smaku, który zostawia w nim kucharz.
Wszyscy pogrążeni w własnych myślach nie wysilali się na
grzecznościowe rozmowy przy posiłku. Byłam i zmęczona i
rozdrażniona,kiedy poczułam ze ktoś się na mnie patrzy. Powoli
podniosłam oczy z nad talerza i spotkałam wbity we mnie wzrok
zielonookiego.
-
Smakuje - Zapytał
-
Nawet bardzo, muszę przyznać że świetnie gotujesz. Lubie żeberka.
-Jest
mi bardzo miło że trafiłem w twój gust. Zazwyczaj sami gotujemy
nawet jak jest z nami ktoś kto mógł by wyczarować nam coś
pysznego.
Gotowane
przez siebie jedzenie ma duszę, której brak zaczarowanym daniom ,
choć naprawdę są smaczne.
-
Tak trzeba przyznać że poczułam różnice
-
Mam pytanie Aleksandro - Zaczął nieśmiało Serafin - Wiem że
dopiero się przebudziłaś i nie miałaś zbyt wiele czasu żeby się
z tym wszystkim oswoić. Może masz jakieś pytania? Potrzebujesz
wiadomości a może po prostu coś cię ciekawi. Ja jestem na pewno
bardzo ciekawy jak się czujesz,
przecież
właśnie przekonałaś się że jesteś czarodziejką. A tym
bardziej, że jesteś śliczną czarodziejką, która umie walczyć
nie tylko magią, jak mieliśmy się okazję przekonać.!Wszyscy
wiemy że czarodziejki wojowniczki to rzadkość. Pomijając Morganę
nie mamy tu z byt wielu magicznych wojowniczek.
-
Faktycznie - ożywił się Gabriel -powinniśmy się tobą bardziej
zająć. Wybacz, Serafin ma racje powiedz co teraz myślisz.
Potrzebujesz pomocy?
-
Przepraszam was wszystkich - zaczęłam spokojnie - czuje się
dobrze, chociaż przyznam się szczerze, że mam straszny mętlik w
głowie. Niby wszystko jest w porządku, tylko taka jestem
oszołomiona. Bardzo mnie martwi fakt że zabiłam tego stwora,
pierwszy raz w życiu musiałam walczyć. A jak sobie przypominam to
też pierwszy raz zabiłam coś w ogóle.
Zupełnie
niespodziewanie Marcin wychylił się przez stół i złapał moją
rękę która leżała na stole. Poczułam jak pociera delikatnie
uspokajającym gestem grzbiet mojej dłoni, zesztywniałam na ułamek
sekundy, zamilkłam, jednak dłoni nie zabrałam. W tej chwili na
mojej nodze powoli zaczęły rozchodzić się ostrzegawcze wibracje.
Nie zdążyłam zareagować, kiedy usłyszałam czyjeś ciężkie
kroki. Ktoś biegł echo dudniło w korytarzach i niosło się echem.
Po chwili w drzwiach kuchni stanęła młoda kobieta o czarnych
rozwianych włosach, Wyglądała tak normalnie w czarnych jensach i
zwykłym czarnym golfie. Jednak jej mina zwiastowała niezbyt ciekawe
wieści.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz