Translate

niedziela, 21 czerwca 2015

SMOCZE ŁZY ROZDZIAŁ II
SMOCZA KSIĘŻNICZKA.


- Siadajcie do stołu - Odezwał się Gabriel - Marcin zrobił kolację, nie ma powodu żeby się zmarnowała.
- Zrobił - zapytałam - Czemu nie wyczarował?.
- To chyba logiczne. Jestem gwardzistą, byłym nocnym łowcą, a nie czarodziejem. Miła Pani - Odpowiedział zielonooki.
- Tak zapewne - znowu zaczynałam tracić kontrole nad sobą- dla ciebie jest to logiczne i bezdyskusyjne. Tylko zapominasz, że ja jestem w tym wymiarze zaledwie trzy dni, a nie całe wieki, jak inni, którym jak widać najlepiej wychodzi mądrzenie się.
- Punkt dala Aleksandry - Zaśmiał się ktoś za moimi plecami.
- Serafin - Wykrzykną Gabriel - czemu wstałeś i gdzie jest Morgana?.
- Wstałem nie martw się, a Morgana poszła do Anny jad złonietki pozostawia na skórze przykre niespodzianki. Morgana nie chce żeby Anna po obudzeniu była na nie narażona. I tak, pozwoliła mi wstać.
Patrzyłam na młodego chłopca który stał oparty o framugę drzwi ,
Jego imię było całkowitym odzwierciedleniem właściciela. Zamurowało mnie. Wysoki smukły elf o białych włosach skręcających się w kędziorki miękko opadające na twarz. Szlachetne rysy twarzy dołeczki w wychudzonych policzkach. Oczy niebieskie, ale jak niebieskie. A na dodatek rzęsy długie, gęste, kładące się na policzkach. Musiał być najmłodszy z nich wszystkich, nie sprawiał wrażenie młodego chłopca.
On był młodym chłopcem. Uświadomiłam sobie z przerażeniem że musiał mieć najwyżej szesnaście może siedemnaście lat w momencie kiedy przestał być nocnym łowcą. I był niezaprzeczalnie piękny jak na obrazach starych mistrzów. Ruszył bardzo powoli w naszą stronę, podszedł do mnie leciutko chwiejnym krokiem. Od razu było widać że pod koszulą ma opatrunki, był ranny i to poważnie. Odruchowo chciałam do niego podejść i go podtrzymać, ale coś w jego wzroku mnie powstrzymało. Stanął wyprostowany na przeciwko mnie. Zupełnie nie świadomie wyciągnęłam rękę żeby mu pomóc, jednak zanim cokolwiek zrobiła ujął moją dłoń w swoje ręce, które mimo swojej szczupłości okazały się niebywale mocne i podniósł sobie do ust aby złożyć pocałunek na mej dłoni.
- Pozwól że się przedstawię. Serafin do twych usług Pani.
-Aleksandra - wybąkałam zmieszana - bardzo dziękuję Serafinie .
Zawsze kiedy ktoś był dla mnie szarmancki robiło mi się nieswojo tym bardziej jak całował mnie po rękach chłopiec o wyglądzie anioła.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział pogodnie , choć widać było że stanie w pozycji wyprostowanej sprawia mu kłopot.
- Może usiądziemy i zjemy - Zaproponował Gabriel - Marcin wybaczy nam wszystko ale nie zmarnowaną kolację.
Zasiedliśmy do stołu. Marcin szykował wszystko do podania, widać było że spełnia się w roli kucharza i sprawia mu to przyjemność. Sprawnie poruszał się po kuchni i za chwilkę stały przed nami półmiski z parującymi daniami. Byłam głodna więc bez zbytnich ceregieli nałożyłam sobie porcję mięsa, sałatki i smażonych ziemniaków, pokrojonych tak grubo że nie można było nazwać tego frytkami. Zaczęłam jeść z prawdziwym apetytem
poczułam różnice miedzy czarowanym a gotowanym posiłkiem. W prawdziwym jedzeniu jest zawsze nuta smaku, który zostawia w nim kucharz. Wszyscy pogrążeni w własnych myślach nie wysilali się na grzecznościowe rozmowy przy posiłku. Byłam i zmęczona i rozdrażniona,kiedy poczułam ze ktoś się na mnie patrzy. Powoli podniosłam oczy z nad talerza i spotkałam wbity we mnie wzrok zielonookiego.
- Smakuje - Zapytał
- Nawet bardzo, muszę przyznać że świetnie gotujesz. Lubie żeberka.
-Jest mi bardzo miło że trafiłem w twój gust. Zazwyczaj sami gotujemy nawet jak jest z nami ktoś kto mógł by wyczarować nam coś pysznego.
Gotowane przez siebie jedzenie ma duszę, której brak zaczarowanym daniom , choć naprawdę są smaczne.
- Tak trzeba przyznać że poczułam różnice
- Mam pytanie Aleksandro - Zaczął nieśmiało Serafin - Wiem że dopiero się przebudziłaś i nie miałaś zbyt wiele czasu żeby się z tym wszystkim oswoić. Może masz jakieś pytania? Potrzebujesz wiadomości a może po prostu coś cię ciekawi. Ja jestem na pewno bardzo ciekawy jak się czujesz,
przecież właśnie przekonałaś się że jesteś czarodziejką. A tym bardziej, że jesteś śliczną czarodziejką, która umie walczyć nie tylko magią, jak mieliśmy się okazję przekonać.!Wszyscy wiemy że czarodziejki wojowniczki to rzadkość. Pomijając Morganę nie mamy tu z byt wielu magicznych wojowniczek.
- Faktycznie - ożywił się Gabriel -powinniśmy się tobą bardziej zająć. Wybacz, Serafin ma racje powiedz co teraz myślisz. Potrzebujesz pomocy?
- Przepraszam was wszystkich - zaczęłam spokojnie - czuje się dobrze, chociaż przyznam się szczerze, że mam straszny mętlik w głowie. Niby wszystko jest w porządku, tylko taka jestem oszołomiona. Bardzo mnie martwi fakt że zabiłam tego stwora, pierwszy raz w życiu musiałam walczyć. A jak sobie przypominam to też pierwszy raz zabiłam coś w ogóle.
Zupełnie niespodziewanie Marcin wychylił się przez stół i złapał moją rękę która leżała na stole. Poczułam jak pociera delikatnie uspokajającym gestem grzbiet mojej dłoni, zesztywniałam na ułamek sekundy, zamilkłam, jednak dłoni nie zabrałam. W tej chwili na mojej nodze powoli zaczęły rozchodzić się ostrzegawcze wibracje. Nie zdążyłam zareagować, kiedy usłyszałam czyjeś ciężkie kroki. Ktoś biegł echo dudniło w korytarzach i niosło się echem. Po chwili w drzwiach kuchni stanęła młoda kobieta o czarnych rozwianych włosach, Wyglądała tak normalnie w czarnych jensach i zwykłym czarnym golfie. Jednak jej mina zwiastowała niezbyt ciekawe wieści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz