Translate

wtorek, 23 czerwca 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA .


- Anna zniknęła -zawołała od progu wszyscy zamarli - w koszarach są pełzaki i złonietki! - wołała zdyszana - Gabrielu jest nas strasznie mało, zabieram Serafina do bezpiecznej sali, muszę ściągnąć posiłki z kryształowej grani !.
Zrobił się ruch, wszyscy wstali od stołu, Gabriel rzucił się w stronę Morgany. Ja też natychmiast wstałam, nie wiem jak, ale byłam gotowa do walki.
- Marcin zabierz Aleksandrę nie zna budynku, ja przeszukam prawe skrzydło. A wy bibliotekę refektarze i katakumby. Nie narażajcie się bez potrzeby. Kto znajdzie Anne daje znak iskrą, jeżeli nikt jej nie znajdzie za godzinę w białej sali przy kamie. Może reszta zdąży wrócić.
Gabriel w biegu skończył wydawać polecenia. Ruszyłam za nim, jednak Marcin złapał mnie za rękę i pociągną w drugi korytarz. zbiegaliśmy po schodach przestałam słyszeć kroki innych. Schody prowadziły gdzieś w dół, no tak katakumby na samą myśl ciarki przeszły mi po plecach.
- Hej księżniczko chyba się nie boisz? - Zapytał zwalniając.
- Nie boję się, tylko nie wiem gdzie mnie prowadzisz?
- No tak nie znasz terenu. Nie przejmuj się poprowadzę cię.
Mówiąc to cały czas trzymał moją dłoń. Nie próbowałam zabrać swojej ręki, dałam się prowadzić. Weszliśmy w długi korytarz w którym na ścianach paliły się pochodnie. Faktycznie sprawiało to upiorne wrażenie, pełno zwisających pajęczyn. Gdzieniegdzie nisza w której na szczęście nic nie było. Korytarz wyglądał jak opuszczony klasztor który ze starości zapadł się pod ziemię. Światło w korytarzu było chybotliwe, przez co cienie kładły się na ścianach, sceneria z horroru. Szlag by to trafił sama się straszę. Szliśmy teraz powoli, nie zauważyłam skąd w ręce Marcina pojawiła się szpada. Był wyższy niż mi się wydawało. Zapomniałam że ja jestem nieuzbrojona. Pomyślałam szybko, że i ja muszę mieć szpadę. Jak cudowne jest uczucie kiedy myślisz i masz to o czym myślisz. Poczułam chłód szpady w swojej dłoni. Poczułam się od razu dużo pewniej. Szliśmy dalej a korytarz lekko zaczął skręcać.
- Idziemy teraz starym tunelem , chcę dojść do windy żebyśmy mogli jak najszybciej znaleźć się w bibliotece tam jest lustro manilii. Możemy w nim zobaczyć gdzie jest Anna. Będzie szybciej. Nie mamy zbyt dużo czasu chciał bym żeby wszystko zakończyło się zanim przybędą Michał z Jerzym. Nie mam ochoty wysłuchiwać że ile razy ich niema wpadamy w tarapaty.
Zesztywniał pokazał mi tylko gestem żebym się nie odzywała i pociągną mnie za sobą do dosyć głębokiej niszy w ścianie. Przycisnął mnie do ściany i zasłonił swoim ciałem. Nie była to komfortowa sytuacja, na plecach czułam chłód ściany a z przodu gorąco bijące od jego ciała.
Poczułam jak jego głowa schyla się w dół, poczułam ciepły oddech zaraz przy uchu, miałam poważny problem ze skupieniem myśli, kiedy usłyszałam cichy szept.
- Czy było by dużym problemem, gdybyś zechciała księżniczko jakoś zabezpieczyć tyły. może jakaś przesłona, ktoś idzie z naprzeciwka wolał bym żebyśmy go zobaczyli pierwsi. Żeby wiedzieć kto to.
- Jasne postaram się - wyszeptałam cichutko, lekko podnosząc głowę.
To był poważny błąd nasze twarze znalazły się niebezpiecznie blisko siebie. Boże pomyślałam muszę się opamiętać. Pomyślałam o przejrzystej
pajęczynie która zamaskuje wejście do niszy . I natychmiast zobaczyłam miękką osnowę, która przytłumiła światło wpadające do środka. I tak nie było jasno a teraz zrobiło się prawie całkiem ciemno. W mroku widać było tylko nasze twarze i błyszczące oczy Marcina, który wpatrywał się we mnie.
- Zrobione - szepnęłam
- Dziękuję - Wyszeptał, niebezpiecznie zbliżając swoją twarz do mojej. Zaczęło mi się robić naprawdę gorąco.
- Czy jesteś pewien że ktoś się zbliża? - zapytałam. Tylko pokiwał głową twierdząco i przybliżył się do mnie jeszcze bardziej, robiło się dosyć niezręcznie. Czułam jego napierające na mnie ciało i nie mogłam się ruszyć, jedna dłoń była cały czas uwięziona w jego uścisku, druga opuszczona zwisła swobodnie trzymała szpadę. On wpatrzony we mnie i ja z karuzelą w głowie. Sytuacja jak z filmu przygodowego. I w tym momencie nasze myśli poszły chyba tym samym torem, bo atmosfera zaczęła się zagęszczać i nabrzmiewała erotycznym napięciem. powolutku objął mnie w tali rekom w której trzymał szpadę, leciutko się uśmiechnął.
O rany pomyślałam no to się porobiło. Zamknęłam oczy podnosząc leciutko do góry podbródek, niech się dzieje co chce. Ale ku mojemu zdziwieniu nic się nie wydarzyło. Otworzyłam oczy a mój rycerz stał jak stał tylko patrzył teraz na coś za mną, a nie na mnie jak mi się wydawało.
Powiodłam wzrokiem za nim i na szczęście nie zdążyłam krzyknąć. Na ostrzu jego szpady nadziany wił się okropnych rozmiarów robal.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz