-
Anna zniknęła -zawołała od progu wszyscy zamarli - w koszarach są
pełzaki i złonietki! - wołała zdyszana - Gabrielu jest nas
strasznie mało, zabieram Serafina do bezpiecznej sali, muszę
ściągnąć posiłki z kryształowej grani !.
Zrobił
się ruch, wszyscy wstali od stołu, Gabriel rzucił się w stronę
Morgany. Ja też natychmiast wstałam, nie wiem jak, ale byłam
gotowa do walki.
-
Marcin zabierz Aleksandrę nie zna budynku, ja przeszukam prawe
skrzydło. A wy bibliotekę refektarze i katakumby. Nie narażajcie
się bez potrzeby. Kto znajdzie Anne daje znak iskrą, jeżeli nikt
jej nie znajdzie za godzinę w białej sali przy kamie. Może reszta
zdąży wrócić.
Gabriel
w biegu skończył wydawać polecenia. Ruszyłam za nim, jednak
Marcin złapał mnie za rękę i pociągną w drugi korytarz.
zbiegaliśmy po schodach przestałam słyszeć kroki innych. Schody
prowadziły gdzieś w dół, no tak katakumby na samą myśl ciarki
przeszły mi po plecach.
-
Hej księżniczko chyba się nie boisz? - Zapytał zwalniając.
-
Nie boję się, tylko nie wiem gdzie mnie prowadzisz?
-
No tak nie znasz terenu. Nie przejmuj się poprowadzę cię.
Mówiąc
to cały czas trzymał moją dłoń. Nie próbowałam zabrać swojej
ręki, dałam się prowadzić. Weszliśmy w długi korytarz w którym
na ścianach paliły się pochodnie. Faktycznie sprawiało to upiorne
wrażenie, pełno zwisających pajęczyn. Gdzieniegdzie nisza w
której na szczęście nic nie było. Korytarz wyglądał jak
opuszczony klasztor który ze starości zapadł się pod ziemię.
Światło w korytarzu było chybotliwe, przez co cienie kładły się
na ścianach, sceneria z horroru. Szlag by to trafił sama się
straszę. Szliśmy teraz powoli, nie zauważyłam skąd w ręce
Marcina pojawiła się szpada. Był wyższy niż mi się wydawało.
Zapomniałam że ja jestem nieuzbrojona. Pomyślałam szybko, że i
ja muszę mieć szpadę. Jak cudowne jest uczucie kiedy myślisz i
masz to o czym myślisz. Poczułam chłód szpady w swojej dłoni.
Poczułam się od razu dużo pewniej. Szliśmy dalej a korytarz lekko
zaczął skręcać.
-
Idziemy teraz starym tunelem , chcę dojść do windy żebyśmy mogli
jak najszybciej znaleźć się w bibliotece tam jest lustro manilii.
Możemy w nim zobaczyć gdzie jest Anna. Będzie szybciej. Nie mamy
zbyt dużo czasu chciał bym żeby wszystko zakończyło się zanim
przybędą Michał z Jerzym. Nie mam ochoty wysłuchiwać że ile
razy ich niema wpadamy w tarapaty.
Zesztywniał
pokazał mi tylko gestem żebym się nie odzywała i pociągną mnie
za sobą do dosyć głębokiej niszy w ścianie. Przycisnął mnie do
ściany i zasłonił swoim ciałem. Nie była to komfortowa sytuacja,
na plecach czułam chłód ściany a z przodu gorąco bijące od jego
ciała.
Poczułam
jak jego głowa schyla się w dół, poczułam ciepły oddech zaraz
przy uchu, miałam poważny problem ze skupieniem myśli, kiedy
usłyszałam cichy szept.
-
Czy było by dużym problemem, gdybyś zechciała księżniczko jakoś
zabezpieczyć tyły. może jakaś przesłona, ktoś idzie z
naprzeciwka wolał bym żebyśmy go zobaczyli pierwsi. Żeby wiedzieć
kto to.
-
Jasne postaram się - wyszeptałam cichutko, lekko podnosząc głowę.
To
był poważny błąd nasze twarze znalazły się niebezpiecznie
blisko siebie. Boże pomyślałam muszę się opamiętać. Pomyślałam
o przejrzystej
pajęczynie
która zamaskuje wejście do niszy . I natychmiast zobaczyłam miękką
osnowę, która przytłumiła światło wpadające do środka. I tak
nie było jasno a teraz zrobiło się prawie całkiem ciemno. W mroku
widać było tylko nasze twarze i błyszczące oczy Marcina, który
wpatrywał się we mnie.
-
Zrobione - szepnęłam
-
Dziękuję - Wyszeptał, niebezpiecznie zbliżając swoją twarz do
mojej. Zaczęło mi się robić naprawdę gorąco.
-
Czy jesteś pewien że ktoś się zbliża? - zapytałam. Tylko
pokiwał głową twierdząco i przybliżył się do mnie jeszcze
bardziej, robiło się dosyć niezręcznie. Czułam jego napierające
na mnie ciało i nie mogłam się ruszyć, jedna dłoń była cały
czas uwięziona w jego uścisku, druga opuszczona zwisła swobodnie
trzymała szpadę. On wpatrzony we mnie i ja z karuzelą w głowie.
Sytuacja jak z filmu przygodowego. I w tym momencie nasze myśli
poszły chyba tym samym torem, bo atmosfera zaczęła się zagęszczać
i nabrzmiewała erotycznym napięciem. powolutku objął mnie w tali
rekom w której trzymał szpadę, leciutko się uśmiechnął.
O
rany pomyślałam no to się porobiło. Zamknęłam oczy podnosząc
leciutko do góry podbródek, niech się dzieje co chce. Ale ku
mojemu zdziwieniu nic się nie wydarzyło. Otworzyłam oczy a mój
rycerz stał jak stał tylko patrzył teraz na coś za mną, a nie na
mnie jak mi się wydawało.
Powiodłam
wzrokiem za nim i na szczęście nie zdążyłam krzyknąć. Na
ostrzu jego szpady nadziany wił się okropnych rozmiarów robal.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz