Translate

środa, 24 czerwca 2015

SMOCZE ŁZY SMOCZA KSIĘŻNICZKA

Gigantyczna stonoga albo jakiś wij. Szarpnęłam się do przodu i uderzyłam w niego co wcale nie było przyjemne. zaśmiał się cicho bezdźwięcznie.
Puścił moją dłoń podniósł rękę do mojej twarzy delikatnie pogłaskał mnie po policzku, zaczęłam się uspokajać. Wiedziałam że robaczek wyparował, poczułam jak jego dłoń zsunęła się pod moją brodę podnosząc ją nieznacznie, Spojrzał mi w oczy już się nie uśmiechał nachylił się jeszcze bardziej i musnął moje usta swoimi. Zupełnie nieprzygotowana na taki obrót sprawy miałam chęć się odsunąć jednak hipnotyczna moc jego zielonych oczu całkiem mną owładnęła. Poddałam się całkowicie magii chwili, odwzajemniając pocałunek. Utonęłam w jego ramionach i poddałam się fali gorąca która mnie ogarniała. Nagle znieruchomieliśmy oboje z korytarza dobiegł nas szmer. Ktoś lub coś zbliżało się w naszą stronę. Odsunęłam się d niego na tyle na ile można było w tych warunkach. Nie cofnął się, tylko bardzo delikatnie przejechał opuszkiem palca po moich ustach. Ta pieszczota była tak intensywnym doznaniem, że aż zadrżałam. Uśmiechnął się do mnie miękko i czule.
Nie był to najlepszy czas na romantyczne uniesienia. Skarciłam się sama.
Trzeba było działać, Nieznacznie przesunęłam się w bok tak żeby zrobić Marcinowi miejsce koło mnie, oboje poruszaliśmy się bezszelestnie jak tryby jednej maszyny płynnie, znalazł się koło mnie staliśmy ramię w ramię i oczekiwaliśmy nadejścia tajemniczego intruza. Szmery zbliżały się nieuchronnie w naszym kierunku. Stałam koło niego mając przed oczami scenę naszego pocałunku. A w sercu niepokój i to nie tylko o to coś co się zbliżało w postaci nieznajomego demona, ale przede wszystkim o swoje uczucia. Byłam zauroczona nie na żarty. Zaczęło się zmieniać natężenie
światła w korytarzu, odruchowo mocniej ścisnęłam rękojeść mojej szpady,
coś co się zbliżało musiało być dosyć duże. Może i dobrze duże rozmiary przeciwnika nie dawały mu zbyt wielkiego pola manewru w wąskich i niewysokich korytarzach. Nie myślałam jak zwykła osoba analizowałam sytuacje jak wojownik. Kto by pomyślał, że skończę na drugiej stronie z szpadą w dłoni.
- Zbliża się - szepnął Marcin - musimy go przepuścić i zaatakować od tyłu
nie będzie miał możliwości obrony a my nie mamy czasu na zabawę.
Nie odpowiedziałam tylko skinęłam głową na znak że rozumiem.
To coś, co się zbliżało było naprawdę duże, widać to było po cieniu, który padał w korytarzu na ściany, jak i po tym że zrobiło się naprawdę ciemno. Smród chemikaliów, znałam go już, tak cuchną demony. Przez błonę pajęczyny nie było widać zbyt wyraźnie. Kształt zaczynał nabierać bardziej realnych wymiarów. Narastał, był wysoki i dosyć szeroki. Musiał być długi i masywny. Bardziej chyba pełzł niż szedł. Był zdecydowanie większy niż transportowiec. I wyglądał na bardziej rozgarniętego, niebezpiecznie blisko pajęczyny znalazło się jedno z jego odnóży, jak się oprze o pajęczynę i ją rozerwie, to po nas pomyślałam. Marcin jak by czytał w moich myślach. Dłoń z szpadą podniósł nieznacznie do góry, tak że ostrze powędrowało w górę. Druga dłoń sięgnęła pod kamizelkę, kiedy znowu się pojawiła błysnął w niej krótki sztylet. Miałam mieszane uczucia wiedziałam, że to demon ale atak od tyłu nie pasowało mi to za bardzo. Jak by na to nie spojrzeć nie miałam zbyt wiele doświadczenia w walce.
I nie dane mi było zastanawiać się nad tym wszystkim demon zatrzymał się, franca jedna zaczęła węszyć. Zapomniałam że zasłona zakrywa nasze ciała ale w żaden sposób nie maskuje zapachu. Zaraz nas wyniucha bydle, co robić, co robić myślałam intensywnie. Świat wokoło mnie znowu zwolnił tempo, wszystko zwolniło. Tylko moje myśli nie zwalniały biegu.
Boże jaka ja jestem głupia, czary przecież można użyć czarów. Zniknij cholero jedna. Nie pomogło demon zaczął obracać cielsko w naszym kierunku nie przestając węszyć. Mam pomyślałam i zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć zobaczyłam jak pochodnia z ściany na przeciwko wysuwa się z uchwytu i zaczyna lewitować nad łbem demona. Zerknęłam na Marcina, on też przyglądał się pochodni. Zobaczyłam że uśmiecha się nieznacznie pod nosem. Zanim oderwałam wzrok od jego profilu, pochodnia wywinęła zgrabnego fikołka i z impetem wbiła się w ślepie demona parząc go dotkliwie. Zraniony zawył przeciągle i swoimi krótkimi
łapko mackami próbował wydostać z ślepia pochodnie. Zobaczyłam rozwarty pysk potwora i straciłam wszelkie opory. Z jego pyska wystawały trzy rzędy ostrych jak brzytwa kłów. Może nie mogłam umrzeć, ale nie miałam żadnej ochoty na spotkanie z bliska z mordą demona.
Teraz już z kilku stron pochodnie zaatakowały ohydę, a szczególnie od tyłu zmuszając go do przesunięcia się do przodu. Smród przypalanego cielska przyprawił mnie o mdłości. Zaczęło mi się robić niedobrze.
W tym momencie Marcin wyskoczył do przodu zrywając chroniącą nas kurtynę. zaatakował potwora z boku wbijając mu szpadę głęboko w cielsko i sztyletem odcinając wijące się odnóża. Nie mogłam patrzeć jak tryska z nich maź nieokreślonego koloru. Potwór zaczął się jakby kurczyć w sobie, było to jednak złudne wrażenie. Gnida postanowił zmiażdżyć Marcina przewracając się na niego. Nie tak szybko koleżko pomyślałam i skoczyłam do przodu ale zamiast szpady w moich rękach znalazły się ni mniej ni więcej jak tylko zwykłe widły. potwora aż po drzewce. Demon zawył przeciągle zachwiał się i zakołysał niebezpiecznie, a potem opadł bezwładnie na przeciwległą ścianę. Marcin złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę z której przyszedł demon.

1 komentarz:

  1. Nowe części będą teraz dodawane co dwa trzy dni. Miłego czytania

    OdpowiedzUsuń