Gigantyczna
stonoga albo jakiś wij. Szarpnęłam się do przodu i uderzyłam w
niego co wcale nie było przyjemne. zaśmiał się cicho
bezdźwięcznie.
Puścił
moją dłoń podniósł rękę do mojej twarzy delikatnie pogłaskał
mnie po policzku, zaczęłam się uspokajać. Wiedziałam że
robaczek wyparował, poczułam jak jego dłoń zsunęła się pod
moją brodę podnosząc ją nieznacznie, Spojrzał mi w oczy już się
nie uśmiechał nachylił się jeszcze bardziej i musnął moje usta
swoimi. Zupełnie nieprzygotowana na taki obrót sprawy miałam chęć
się odsunąć jednak hipnotyczna moc jego zielonych oczu całkiem
mną owładnęła. Poddałam się całkowicie magii chwili,
odwzajemniając pocałunek. Utonęłam w jego ramionach i poddałam
się fali gorąca która mnie ogarniała. Nagle znieruchomieliśmy
oboje z korytarza dobiegł nas szmer. Ktoś lub coś zbliżało się
w naszą stronę. Odsunęłam się d niego na tyle na ile można było
w tych warunkach. Nie cofnął się, tylko bardzo delikatnie
przejechał opuszkiem palca po moich ustach. Ta pieszczota była tak
intensywnym doznaniem, że aż zadrżałam. Uśmiechnął się do
mnie miękko i czule.
Nie
był to najlepszy czas na romantyczne uniesienia. Skarciłam się
sama.
Trzeba
było działać, Nieznacznie przesunęłam się w bok tak żeby
zrobić Marcinowi miejsce koło mnie, oboje poruszaliśmy się
bezszelestnie jak tryby jednej maszyny płynnie, znalazł się koło
mnie staliśmy ramię w ramię i oczekiwaliśmy nadejścia
tajemniczego intruza. Szmery zbliżały się nieuchronnie w naszym
kierunku. Stałam koło niego mając przed oczami scenę naszego
pocałunku. A w sercu niepokój i to nie tylko o to coś co się
zbliżało w postaci nieznajomego demona, ale przede wszystkim o
swoje uczucia. Byłam zauroczona nie na żarty. Zaczęło się
zmieniać natężenie
światła
w korytarzu, odruchowo mocniej ścisnęłam rękojeść mojej szpady,
coś
co się zbliżało musiało być dosyć duże. Może i dobrze duże
rozmiary przeciwnika nie dawały mu zbyt wielkiego pola manewru w
wąskich i niewysokich korytarzach. Nie myślałam jak zwykła osoba
analizowałam sytuacje jak wojownik. Kto by pomyślał, że skończę
na drugiej stronie z szpadą w dłoni.
-
Zbliża się - szepnął Marcin - musimy go przepuścić i zaatakować
od tyłu
nie
będzie miał możliwości obrony a my nie mamy czasu na zabawę.
Nie
odpowiedziałam tylko skinęłam głową na znak że rozumiem.
To
coś, co się zbliżało było naprawdę duże, widać to było po
cieniu, który padał w korytarzu na ściany, jak i po tym że
zrobiło się naprawdę ciemno. Smród chemikaliów, znałam go już,
tak cuchną demony. Przez błonę pajęczyny nie było widać zbyt
wyraźnie. Kształt zaczynał nabierać bardziej realnych wymiarów.
Narastał, był wysoki i dosyć szeroki. Musiał być długi i
masywny. Bardziej chyba pełzł niż szedł. Był zdecydowanie
większy niż transportowiec. I wyglądał na bardziej rozgarniętego,
niebezpiecznie blisko pajęczyny znalazło się jedno z jego odnóży,
jak się oprze o pajęczynę i ją rozerwie, to po nas pomyślałam.
Marcin jak by czytał w moich myślach. Dłoń z szpadą podniósł
nieznacznie do góry, tak że ostrze powędrowało w górę. Druga
dłoń sięgnęła pod kamizelkę, kiedy znowu się pojawiła błysnął
w niej krótki sztylet. Miałam mieszane uczucia wiedziałam, że to
demon ale atak od tyłu nie pasowało mi to za bardzo. Jak by na to
nie spojrzeć nie miałam zbyt wiele doświadczenia w walce.
I
nie dane mi było zastanawiać się nad tym wszystkim demon zatrzymał
się, franca jedna zaczęła węszyć. Zapomniałam że zasłona
zakrywa nasze ciała ale w żaden sposób nie maskuje zapachu. Zaraz
nas wyniucha bydle, co robić, co robić myślałam intensywnie.
Świat wokoło mnie znowu zwolnił tempo, wszystko zwolniło. Tylko
moje myśli nie zwalniały biegu.
Boże
jaka ja jestem głupia, czary przecież można użyć czarów.
Zniknij cholero jedna. Nie pomogło demon zaczął obracać cielsko w
naszym kierunku nie przestając węszyć. Mam pomyślałam i zanim
cokolwiek zdążyłam powiedzieć zobaczyłam jak pochodnia z ściany
na przeciwko wysuwa się z uchwytu i zaczyna lewitować nad łbem
demona. Zerknęłam na Marcina, on też przyglądał się pochodni.
Zobaczyłam że uśmiecha się nieznacznie pod nosem. Zanim oderwałam
wzrok od jego profilu, pochodnia wywinęła zgrabnego fikołka i z
impetem wbiła się w ślepie demona parząc go dotkliwie. Zraniony
zawył przeciągle i swoimi krótkimi
łapko
mackami próbował wydostać z ślepia pochodnie. Zobaczyłam
rozwarty pysk potwora i straciłam wszelkie opory. Z jego pyska
wystawały trzy rzędy ostrych jak brzytwa kłów. Może nie mogłam
umrzeć, ale nie miałam żadnej ochoty na spotkanie z bliska z mordą
demona.
Teraz
już z kilku stron pochodnie zaatakowały ohydę, a szczególnie od
tyłu zmuszając go do przesunięcia się do przodu. Smród
przypalanego cielska przyprawił mnie o mdłości. Zaczęło mi się
robić niedobrze.
W
tym momencie Marcin wyskoczył do przodu zrywając chroniącą nas
kurtynę. zaatakował potwora z boku wbijając mu szpadę głęboko w
cielsko i sztyletem odcinając wijące się odnóża. Nie mogłam
patrzeć jak tryska z nich maź nieokreślonego koloru. Potwór
zaczął się jakby kurczyć w sobie, było to jednak złudne
wrażenie. Gnida postanowił zmiażdżyć Marcina przewracając się
na niego. Nie tak szybko koleżko pomyślałam i skoczyłam do przodu
ale zamiast szpady w moich rękach znalazły się ni mniej ni więcej
jak tylko zwykłe widły. potwora aż po drzewce. Demon zawył
przeciągle zachwiał się i zakołysał niebezpiecznie, a potem
opadł bezwładnie na przeciwległą ścianę. Marcin złapał mnie
za rękę i pociągnął w stronę z której przyszedł demon.
Nowe części będą teraz dodawane co dwa trzy dni. Miłego czytania
OdpowiedzUsuń