Rozdział I cz.8
Nienawidzę mdleć w niewłaściwych
momentach .Taka była moja pierwsza myśl po tym, jak zaczęła
powracać mi świadomość. Taki pech, a już miałam się
dowiedzieć, kto mi się tak bacznie przygląda. Ciekawe jak to jest,
że już mam wroga, a nie zdążyłam go jeszcze zobaczyć. Ciekawe
komu udało mi się zaleźć za skórę samym pojawieniem się.
Otworzyłam oczy i pierwsze co poczułam to delikatne skrobanie
pazurkiem po nodze. A tak najwyższa pora przekonać się co ten mały
smoczek wyczynia i co to za istotka. Pokój w którym
leżałam wyglądał jak wszystkie pokoje w izbach chorych, metalowe
łóżko bladozielone ściany mała szafka i umywalka na której
stało małe przenośne lusterko. Zacznijmy od tego, żeby się
zapoznać. Mam nadzieję, że będę na tyle cicho, żeby zdążyć
zaprzyjaźnić się z małym smoczkiem.
Usiadłam na łóżku
podciągnęłam nogi i usiadłam tak, żeby swobodnie przyjrzeć się
mojej kostce i jej gościowi.
Podwinęłam szybko nogawkę i
spojrzałam na tęczowe cudo.
- Jesteś naprawdę piękny mój
mały przyjacielu.
Drapnięcie było bardzo wyraźne
ale nie bolesne,więc mamy do czynienia z małą przyjaciółkom
.
- Zacznijmy od nowa, ja jestem
Aleksandra z tym, że to chyba wiesz - Zaczęłam powoli sondować
jej reakcje, nic się nie stało.
- Podejrzewam, że dasz mi znać
gdybym coś pomyliła?
- Jeszcze jedno niewielkie drapnięcie
jak by faktycznie potwierdzała, że się zgadza. Bardziej czułam
to w sobie jakbyśmy miały telepatyczną więź i czuły swoje
emocje. Byłam pewna, że to naprawdę moja przyjaciółka.
Wiedza płynęła z wnętrza mnie jakby z serca. Lub gdzieś z
najdalszych zakamarków głowy. Mam bardzo silnego
przyjaciela, który będzie mnie wspierać. Będzie mnie
ostrzegać przed niebezpieczeństwem i na pewno wesprze w każdej
sytuacji. Nie pojmowałam tylko czemu nie powinnam z nikim dzielić
się tą wiedzą. Miałam sto procent pewności, że istnienie mojej
małej smoczej opiekunki powinno być zatrzymane w sekrecie przed
wszystkimi.
- Uszanuje wszystko o czym dałaś mi
znać piękna moja mała smocza księżniczko – Wyszeptałam.
Przeciągnęła się miękko na znak
aprobaty, aż barwy tęczy zamigotały radośnie. Powolutku
przeciągnęłam palcem po grzbiecie małej piękności, jak bym
chciała ją pogłaskać. Chyba jej się spodobało bo delikatnie
zaczęła się prężyć, w tym samym momencie zamarła i zniknęły
wszelkie oznaki życia a ja usłyszałam ciche kroki za drzwiami. A
więc moja mała smocza panna naprawdę nie chciała się ujawnić.
- Aleksandro wstałaś - Cichy szept
Anny dotarł do mnie z za zamkniętych drzwi.
- Tak właśnie się obudziłam, wejdź
proszę.
- Jak się czujesz, zasłabłaś .
- Wiem to ze stresu tak dużo wrażeń.
Jestem po prostu zmęczona chyba bardziej niż sama sie o to
podejrzewałam. Po za tym strasznie duża doza emocji. Podejrzewam,
że jesteśmy w koszarach gwardzistów.
- Tak, jesteśmy w koszarach. Gabriel
zaprasza nas na kolacje do kantyny. Przyszłam po ciebie, żeby
pomóc ci się przyszykować.
- Jestem głodna, więc na pewno w
porządku , mogła byś mi wyczarować coś wygodnego.
- Jasne mam nawet gotowy zestaw.
Zanim zamrugałam byłam już
przebrana. Czarne spodnie z podniesionym stanem biała bluzka
wyglądałam trochę jak z hiszpańskiej telenoweli, jednak naprawdę
czułam się wygodnie. Trzeba przyznać, że ten strój
podkreślał moją sylwetkę. Ale zaczynałam powoli tęsknic za
zwykłymi spodniami i normalną podkoszulką.
- Ładnie wyglądasz tylko jeszcze
włosy - Pstryknęła palcami i już miałam schludny koński ogon.
- Jesteś gotowa możemy iść.
- Moment szepnęłam. Jedno spojrzenie
w lustro. Tak naprawdę byłam gotowa do kolacji, tym bardziej że
zdrowo zaczęło mi burczeć w brzuchu.
- No teraz naprawdę pora żeby iść
- Uśmiechnęłam się do Anny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz